Dlaczego optymistom jest łatwiej w życiu?

Jedną z kategorii, na jakie można podzielić ludzi, jest posiadanie optymistycznego lub pesymistycznego podejścia do życia. W słownikach te pojęcia definiowane są jako „skłonność” lub „filozofia”, a więc coś, co podlega zmianom, nie jest naszą przyrodzoną cechą. Nasza zachodnioeuropejska kultura promuje raczej optymizm, jaką tę postawę, która zapewnia sukces i szczęście. Jeżeli więc optymizm jest uznawany za bardziej funkcjonalny w życiu, a postawę można zmienić, to dlaczego w dalszym ciągu spotykamy się z pesymizmem?

Wydaje się, że osoby o pesymistycznym nastawieniu uważają tę cechę za wynikającą z życiowych okoliczności i niezależną od nich. Sądzą, że optymiści są optymistami, ponieważ mają w życiu łatwiej: bardziej udane związki, więcej przyjaciół, sukcesy w pracy. I że sami też byliby optymistami, gdyby też mieli tyle szczęścia. Jednak z długoletnich badań profesora Martina Seligmana wynika, że prawda jest zupełnie inna: na podstawie wywiadów stwierdził on, że statystycznie pesymiści i optymiści mają tyle samo przyjemnych i przykrych momentów w życiu. Różnica polega na tym, że optymiści zapamiętują szczęśliwe chwile oraz sukcesy, a porażki uważają za chwilowe i niezależne od nich. W ten sposób tworzą wyobrażenie własnego życia jako szczęśliwego, są przekonani, że także ich przyszłe działania mają duże szanse powodzenia i z większą odwagą i zapałem angażują się w nowe działania. Natomiast pesymiści pamiętają więcej momentów złych i na tej podstawie tworzą prognozy na przyszłość. W efekcie rzadziej próbują zmienić coś życiu, ponieważ nie wierzą, że odniosą sukces. Zaczyna działać mechanizm samospełniającej się przepowiedni: im mniej prób podejmują pesymiści, tym mniej mają szans na powodzenie, a tym więcej „dowodów” potwierdzających ich przekonanie, że nie warto się starać.

W rzeczywistości sukces nie zależy bezpośrednio od nastawienia do życia, ale właśnie od liczby podjętych prób. Inne badania dr. Seligmana, przeprowadzone wśród sprzedawców z branży ubezpieczeniowej, pokazują, że większe sukcesy optymistów były ściśle powiązane z włożonym przez nich nakładem pracy. Obowiązki badanych osób polegały na telefonicznej sprzedaży polis ubezpieczeniowych. Najpierw za pomocą testów psychologicznych podzielono pracowników na pesymistów i optymistów, a następnie sprawdzono ich wskaźniki sprzedaży. Optymiści rzeczywiście sprzedawali więcej polis, ale też wykonywali więcej telefonów do potencjalnych klientów niż sprzedawcy o pesymistycznym usposobieniu.. A statystyki sprzedaży wyraźnie pokazywały, że trzeba wykonać średnio 10 telefonów, aby sprzedać jedną polisę. Jeżeli pesymista poddawał się po pierwszych rozmowach i odkładał kolejne w czasie, wykonanie tych 10 rozmów trwało dłużej i w efekcie sprzedawał mniej polis.

Tylko jak zmienić swoje nastawienie? Co zrobić, żeby „chciało się chcieć”, kiedy umysł podpowiada nam, że i tak się nie uda? Niezależnie od przyczyn, które doprowadziły do wytworzenia się pesymistycznej postawy, autor proponuje tu prostą metodę behawioralną: poznać swój schemat myślenia i kiedy widzimy, że w niego wpadamy, zastosować metodę odwrócenia uwagi, choćby… „strzelając” gumką noszoną na nadgarstku! Jakiego sposobu byśmy nie zastosowali, obowiązuje taka sama zasada, jak przy rzucaniu jakiegokolwiek nałogu. To my sami musimy nie sięgnąć po papierosa czy ciastko, nikt nie wykona za nas tej pracy. Natomiast możemy skorzystać z pomocy specjalisty, aby dowiedzieć się, jakie są źródła naszej postawy, jakie techniki w możemy zastosować i która będzie najlepsza w naszym przypadku. Duże znaczenie ma też wsparcie życzliwej osoby, która będzie nas motywować i pomoże nam przetrwać chwile zwątpienia.

Źródło: Martin E.P. Seligman, „Optymizmu można się nauczyć. Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie”.